Wielka Germania - Historia - Popiół z Lachów


Wielka Germania.

Ptolemeusz dotarł nad rzekę Ren, spostrzegł, że po obu stronach Renu żyją ludy pokrewne i zapisał: Po obu stronach Renu żyją ludy germańskie. Po kilkuset latach Tacyt pojechał nad rzekę Dunaj i dowiedział się, że na północ od Dunaju żyje wielki lud braterski i zapisał: Na północ od Dunaju żyje wielki lud germański.

Słownik łacińsko-polski: germanitas – pokrewieństwo, braterstwo;

#gbg

Germania bez Germanów.

Co właściwie oznaczał ten wyraz, zjawiający się dopiero na parę wieków przed Chrystusem, a dziś używany jako synonim niemieckości? Ścisłego określenia granic, więc tembardziej ludów Germani, próżnoby szukać we wskazówkach pisarzów starożytnych. Wieki całe upływały na zatargach świata klasycznego z mało znanymi lub wcale nie znanymi ludami, a jednak nawet granic tej Germanii, szczególnie północnych i wschodnich, nikt ze starożytnych nie znał. Tembardziej ludów; zupełnie tak samo, jak my do niedawna niewiele wiedzieliśmy o ludach, zamieszkujących głębie Afryki. Gdy jedni, za Ptolemeuszem, mieścili Germanię między Renem a Wisłą, inni rozmaicie ją uszczuplali lub razszerzali, posuwając nawet jej granice aż gdzieś pod Ural. Niejasne i chaotyczne pojęcia klasyków o Germanii przetrwały aż do XVI stulecia, to jest do czasów, gdy na tle gruntownej odmiany stosunków etnograficznych Europy środkowej wyraz ten przybrał nowe znaczenie. Wtedy to upodobał go sobie cesarz Maksymilian, mianując się królem Germanii. Odtąd wyraz wchodzi w powszechne użycie jako synonim niemieckości i w tem samem znaczeniu brany jest już wstecz dziejów, bez względu, że Germania w dawnych wiekach była tylko określeniem czysto geograficznym mało znanej części Europy, tak samo jak Scytia, Libia, Hyperboreja, i chociaż w Germanii mieszkały ludy bardzo rozmaite i bliżej nieznane starożytnym.

W pismach starożytnych pełno jest wzmianek o różnoimiennych i różnojęzycznych ludach, oraz plemionach, zamieszkujących Germanię.

Liczne nazwy plemion przewijają się przez usta dziejopisów starożytnych; jedne milkną, nowe występują na widownię, ale wszystko niejasno określone i zagadkowe. Tak się to wszystko w literaturze poplątało, że na mocy wzmianek dziejopisarskich erudyci zapisali w nowszych czasach biblioteki głębokimi rozbiorami ludów Germanii, ale dla jasności, ani zgody w ich roztrząsaniach niemasz. Znaczną część bałamuctw należy przypisać błędnemu, powiem: stronnemu—pojmowaniu wyrazu Germania.

Kto się zajmował historyą Germanii i w jakim celu? W ogromnej większości uczeni niemieccy, tak zwani Germanie.

O co chodziło badaczom? Przeważnie o wykrycie narodowości plemion, wyliczonych przez starożytnych pisarzów na tym obszerze. I oto wychodzi na jaw słaba strona wszystkich usiłowań. Chociaż do tego wyraźnie nikt się nie przyznaje, wszystkim chodziło w pierwszym rzędzie o zadowolenie miłości własnej narodu, o dowód jedności etnograficznej dawnej i nowej Germanii.

Europa według Strabona (63 pne. - 24 ne.).

Do dziś więc stosunki etnograficzne starożytnej Germanii to w znacznej części terra incognita; do dziś setne nazwy plemion germańskich, przeistoczone przez rzymian, pozostają niewyjaśnionemi; tyle jednak pewna, że mnóstwo tych plemion należy do szczepu słowiańskiego, który stanowi tutaj element pierwszorzędnej wagi.

Bez porównania on ważniejszy, aniżeli przyznają to Niemcy, którzy w żaden sposób nie mogą jeszcze zrozumieć Germanii z czasów przed-Chrystusowych bez... Germanów.

A jednak do tego przyjść musi.

Erazm Majewski

Źródło: Tygodnik Ilustrowany 1898.

Lud wiejski (dawni chłopi) uważał Niemców za ochrzczonych Żydów (chrystianizatorów).

Są to ci sami Żydzi chrystianizatorzy, którzy chrzcząc żołnierzy rzymskich obalili Imperium Rzymskie, a następnie ruszyli na północ kolonizować ziemie słowiańskie.

Słownik rosyjsko – polski:
Еврей (Jewriej) – Żyd;
еврейский (jewriejskij) – żydowski;
европейский (jewropiejskij) – europejski.

Ci którzy twierdzą, że Europa Wschodnia nie jest Europą mają rację, to nie ta kultura. Wartości europejskie nie są naszymi wartościami.

Konstantyn Porfirogeneta zauważył, że Germanie jak Czesi czy Polacy mówili językiem słowiańskim.

#gmp

Gdańsk miastem praniemieckim.

Ziemia gromadzi dowody rzeczowe.

Siedzimy we dwóch w pracowni stacji archeologicznej w Gdańsku. Ściany pokoju obwieszone są rozmaitymi planami i wykresami. W kącie stoją gabloty pełne najrozmaitszych przedmiotów.

— Sytuacja naszej gdańskiej Stacji — mówi do mnie jeden z archeologów z kierownictwa miejscowych badań — jest nieco szczególna. Współczesna nauka zachodnioniemiecka ciągle interesuje się Gdańskiem, z uporem maniaka pisząc o rzekomej niemieckości tego miasta. Jesteśmy więc tutaj nie tylko przysłowiową łopatą archeologa, który kopie w ziemi, ale także tarczą, o którą muszą się razbić wrogie nam ataki. Zdawałoby się, że niesławnej pamięci szowinistyczna teoria niemieckiego uczonego G. Kossiny o wyższości rasy i kultury niemieckiej i o jej posłannictwie, teoria, która służyła faszystom niemieckim z lat przedwojennych, zginęła już w mroku przeszłości. Gdzie tam! Oto w ostatnich kilku latach ukazały się na terenie RFN następujące wydawnictwa: H. Planitz, Die deutsche Stadt im Mittelalter, i Walther Stephan, Danzig, Gründung und Strassennamen. W pierwszej z tych prac Gdańsk nazywany jest Deutsches castrum an der Motlau (niemiecki zamek nad Motławą), a w drugiej odnalazłem następujący szowinistyczny zwrot: jeszcze w wieku trzynastym nie byli [w Gdańsku] niemieccy mieszczanie panami we własnym domu... Do tego rodzaju wydawnictw autorzy dodają najzupełniej bezsensowne mapy i plany, przy czym całkowicie nie biorą pod uwagę naszych najnowszych wyników prac wykopaliskowych, o których zresztą nie mają z reguły pojęcia.

— Jak mógłby wyglądać przykład takiego archeologicznego szowinizmu?

— Powiedzmy, następujący drobiazg. Archeolog znajduje w ziemi przeróżne zabytki pochodzenia obcego dla danego terenu. Jeżeli w Gdańsku znaleziono zabytki skandynawskiego i niemieckiego pochodzenia, to uczeni niemieccy uważają je za dowód, że Gdańsk jest germański. Tymczasem my stwierdzamy, że zabytki te po pierwsze są nieliczne, po drugie istnieją w tej samej ilości, co zabytki pochodzenia np. ruskiego. Po prostu jedne i drugie pochodzą z importu. Gdańsk handlował, jak na dobrego handlarza przystało, z kim się dało. A przecież nikomu nie przyjdzie na myśl udowadniać, że Gdańsk założyli... książęta ruscy! Nauka polska dysponuje dzisiaj nowymi i niezwykle bogatymi źródłami archeologicznymi, świadczącymi o niewątpliwej słowiańskości Gdańska, o jego wysokiej kulturze materialnej oraz o jego bardzo ścisłych związkach z pozostałymi terenami Polski. Mamy przede wszystkim dowody na to, że Gdańsk został założony około roku 980, a więc w latach, w których przybył tu Mieszko I, włączając Pomorze Wschodnie do swojego państwa. Kto wie, czy ten władca nie był po prostu założycielem grodu. Jest to tym bardziej prawdopodobne, że Gdańsk powstał na surowym korzeniu.

To nowe pojęcie — surowy korzeń — wymaga omówienia. Jak to często bywa, trzeba rzeczy zacząć od początku.

Pod koniec IX w., a więc na jakieś 80 lat przed Mieszkiem, podróżował po Bałtyku żeglarz anglosaski Wulfstan. Pozostawił on opis swojej podróży z Haithabu (w Szlezwiku) do Truso. Truso była to miejscowość leżąca tam, gdzie dzisiaj Elbląg. Trzeba pamiętać, że w ówczesnych latach Elbląg leżał tuż nad brzegiem morza — o stworzeniu Żuław Gdańskich nikt jeszcze nie marzył. Wulfstan opisuje wcale dokładnie tereny ujścia Wisły, zna już Zalew Świeży, rzekę Ilfing i jezioro Truso, to znaczy dzisiejsze jezioro Drużno. O Truso pisze, że było ono zamieszkane przez Prusów oraz przez osadników z Gotlandii. Dane archeologiczne potwierdzają istnienie owego Truso. Było to nie tyle miasto, ile miejsce targowisk, a w połowie XI w. przestaje w ogóle istnieć (przyczyny upadku są na razie nie znane). Ale nie chodzi nam o Truso. Zaciekawia nas natomiast fakt następujący: skoro Wulfstan znał tak dokładnie okolice ujścia Wisły, to nie mógł w swej relacji nie wspomnieć o Gdańsku, gdyby... gdyby Gdańsk w tym czasie istniał!

[...]

— Od czasów Bolesława Krzywoustego — mówi do mnie archeolog — zapanował w Gdańsku okres wielkiego rozkwitu i stabilizacji stosynków gospodarczych i politycznych. Panują tu chwalebnie książęta pomorsko-gdańscy: Sambor, Mściwoj, Świętopełk. Ten okres trwa pełne dwieście lat. Nadchodzi tragiczna noc roku 1308. Na Gdańsk napadają Krzyżacy, palą miasto, mordują ludność. Dzieje tej tragicznej nocy różnie przedstawiali różni autorzy. W latach 1312, 1320 i 1339 odbywają się procesy pomiędzy Polską a Zakonem. Istnieją akta tych procesów. Jakże tam różnie zeznawali świadkowie!

— Oczywiście jedni byli tendencyjni, inni przekupieni!

— Niektórzy podawali ilość wymordowanych na około 10 tysięcy, inni znów bagatelizowali w ogóle całe zajście. Nam, archeologom, nietrudno dojść prawdy. Gdy mówi się o pracy archeologa, utarło się zdanie, które brzmi: ziemia gromadzi prochy. Otóż u nas, w Gdańsku, nie ma mowy o prochach. Tutaj ziemia zgromadziła procesowe dowody rzeczowe, które mogą być okazane światu w sposób nie budzący żadnych wątpliwości. Ustalmy, co następuje: w pierwszych latach XIV stulecia strawił miasto wielki pożar. Spłonęły budynki mieszkalne i wały obronne. Pożar wybuchł w różnych miejscach miasta — a to świadczy o podpaleniu. Pożarowi towarzyszyła walka. Ludność była zaskoczona. Uciekała w popłochu, nie ratując z chat swego dobytku, pozostawiając tam nawet cenne przedmioty. Po pożarze domów nie odbudowano, jak to było powszechnie stosowane w średniowieczu. Teren pogorzeli zasypano i zniwelowano, a na tym miejscu powstały nowe budynki gospodarcze krzyżackie. Ulicom nadano całkiem nowe rozplanowanie. Ocalałe umocnienia pogrodzia rozebrano. Znaczna część ocalałych z pogromu mieszkańców wyemigrowała z Gdańska, a Krzyżacy sprowadzili do miasta nową ludność. Pozostali tu tylko nieliczni rzemieślnicy i rybacy. Takim oto sposobem rozpoczęła się odwieczna praniemieckość Gdańska. Szkoda, że w tych procesach, o których wspomniałem, nie mógł wystąpić w roli biegłego współczesny archeolog.

[...]

Na podstawie odnajdywanych przedmiotów można ustalić, czym trudnili się mieszkańcy pierwszego Gdańska. Zajmowali się oni żeglugą, rybołówstwem, polowaniem. Suszyli ryby, garbowali skórę, warzyli piwo, tłoczyli olej, wykonywali ozdoby z metali kolorowych: brązu, cyny, ołowiu. Już w pierwszej połowie XI w. znalazły się w Gdańsku przedmioty pochodzenia bizantyjskiego, perskiego, z Flandrii, Anglii, Kijowa, Kolonii, Szwecji, Nadrenii — co świadczy o doskonale postawionym handlu międzynarodowym. Wzrasta też szybko zamożność gdańszczan. Wykopaliska pochodzące z XII w. mówią wyraźnie o tym, że noszono tu wówczas drogie szaty, starannie wykonane obuwie oraz luksusowe ozdoby.

Roman Burzyński

Źródło: Polska ma więcej niż 1000 lat.


#pmn

Polskie miasta niemieckie.

Piła.

Piła nad Głdą, wpadającą pod Ujściem do Noteci, używa za herb brunatnego jelenia ze złotą koroną na zielonym kawałku ziemi, a brzeg tarczy jest biały i czerwony. Jelenia dla tego za herb mieszkańcy Piły uzyskali, ponieważ mieli prawo polowania w poblizkich lasach, w których bujało mnóstwo jeleni. Piła po pierwszym rozbiorze Polski zaczęła się zaludniać Niemcami. Niestety! wielu także Polaków się zniemczyło, przez to mianowicie że księża proboszczowie z kościoła i szkoły język polski wypierali. Dziś już tylko w wielki post w dni niedzielne lud śpiewa gorzkie żale po polsku i po niemiecku, w wielki Piątek bywa polskie kazanie, a w odpust ś. Anny śpiew na nabożeństwie rannem i kazanie. Niestety! w ostatnich czasach i te szczątki polszczyzny bodaj czy się zachowają. Długi czas nikt się w Pile o polskość nie troszczył, dopiero w r. 1876 ocknął się żywioł polski z długiego uśpienia, gdy za staraniem gorliwego dr. Przybyszewskiego założono tu Towarzystwo Przemysłowe.

 

Rawicz.

Rawicz, który swój herb nowemu miastu nadał, tj. pannę na niedźwiedziu. Czasem też przedstawia się tylko samego niedźwiedzia. Rawicz jest przeważnie miastem niemieckiem, choć okolica naokół polska. Pochodzi to ztąd, że z początku osiedlili się tu Niemcy, którzy z powodu prześladowań religijnych swój kraj opuszczali. Polacy chętnie zezwolili, aby zachowali swą wiarę i język i nie tylko im nie przeszkadzali, ale owszem gorliwą im dawali w tym względzie opiekę. A dziś Niemcy co czynią dla Polaków? Popatrzcie na nasze szkoły — a co się dzieje z katolicką religią? O Boże! jak nas ciężko karzesz! Zgrzeszyli wprawdzie nasi ojcowie i my grzeszymy, aleć niechże raz się skończy sroga kara i niech zaświta upragniony dzień zmiłowania Bożego!

Oczywiście, zgrzeszyli swoją naiwnością litując się nad wrogami.

Krotoszyn.

Krotoszyn używa za herb dwóch na krzyż złożonych kluczy z trzema gwiazdami. Podług ludowego podania nazwa Krotoszyn ma pochodzić od Krot i syn tj. syn Kroty. Jakiś potężny rycerz, w pobliżu mieszkający, miał syna który założył miasto dzisiejsze, nazwane dlatego Krotoszynem. Pewną jest rzeczą, że w dawnych czasach Krotowscy byli dziedzicami tego miasta. Kościół farny krotoszyński szczyci się prześlicznym obrazem w wielkim ołtarzu, przedstawiający zdjęcie z krzyża ciała Chrystusowego. Mało podobnie pięknych obrazów majduje się na ziemi polskiej.

Rozległe dobra krotoszyńskie dostali od rządu pruskiego 1819 r. książęta Turn-Taxis, przez co rozszerzyła się wielce w całym powiecie niemczyzna, gdyż w dobrach urzędnikami są tylko Niemcy.

R. 1848 zaczęli się w Krotoszynie Polacy bratać z Niemcami. W obecności radzcy ziemiańskiego Bauera zawieszono na ratuszu polskiego orła. Wnet atoli przeciw temu wystąpili — kto? oto głównie Żydzi, którzy strącili polskiego orła i rzucili się na polską szlachtę, wołając: My nie chcemy Polski, my jesteśmy Niemcami. A chcecie wiedzieć: zkąd nagle Żydzi nabrali takiego zapału? Oto przyszli im w pomoc żołnierze pruscy. Oj wycierpieli wtedy wiele biedni Polacy. Żydzi w zaciętości przewyższali Niemców! Zdzierano Polakom polskie kokardy i na hańbę psy w nie ubierano. Strzelano do okien polskich obywateli.

Dziwna to rzecz, że Żydzi prawie na każdym kroku prześladują nas Polaków, rozpajają nasz lud wódką, niszczą lichwą, nienawidzą nas, a my nie tylko wszystko od nich kupujemy, ale jeszcze stajemy w ich obronie. W Rosyi i Pomeranii rabują Żydów, ale Polacy nigdzie na nich ręki nie podnieśli. Czy Żydzi chcą koniecznie popchnąć Polaków, aby i oni pamiętali, że nie woda, ale krew w ich żyłach płynie? O Żydzi, Żydzi — upamiętajcie się raz przecież i nie prześladujcie tych, których ojcowie gościnnie waszych przodków przyjęli i opieką otoczyli. Ale słowa te pewnie są grochem na ścianę.

Tak się wychodzi na gościnności roztaczanej przed wrogami.

Źródło: Piast – kalendarz ludowy na rok 1882.