Żniwa - Tradycja - Popiół z Lachów


Żniwa.

Lato.

W wtorey części Roku kładziemy Lato, ktore Lato w kłosianym wiencu starożytność maluie. To się u nas poczyna od weścia Słońca w pierwszy gradusz Raka.

Źródło: Kalendarz na Rok Panski 1646.


Wilk.

Wyzwolenie młodego parobka, czyli Termin chłopski.

od Słupcy (Giewartowo).

Czyniąc zwyczajowi temu zadość, w polu kosiarze szykują się w następujący sposób. W dzień wykupna, chłopak który ma być wilkiem i jako taki wykupić się, musi od południa aż do podwieczorku kosić w pierwszym rzędzie, na samym przodku. Tymczasem starszy z towarzyszy jego uplecie koronę ze słomy i z kwiatów polnych i ogrodowych, na podobę czapki a raczej chełmu żołnierskiego, wysoką a śpiczastą. Po podwieczorku na polu, zwalniają młodego wilczka od dalszego koszenia, jak również i starszego który plótł koronę, ten ostatni wtedy ubiera się w ową koronę, potem uplecie dość długą linę ze zboża które właśnie koszą, i zakłada mu ją w pas i za biodra. Na wieczór cały szereg kośników idzie w pochód ze śpiewem, starszy prowadzi wilczka na wspomnianej linie za której koniec uchwycił, i tak postępują ku dworowi. Muzyka najczęściej z południa już zammówiona czyli obstalowana, przychodzi na wskazane do koszenia miejsce; i tak wszyscy gromadnie z graniem, śpiewaniem i brząkaniem w gołe kosy, od trzonków odjęte, suną naprzód i zbliżają się pod dwór państwa. Przyszedłszy pod ganek, zatrzymują się i jeden z nich, zwrócony ku chlebodawcy, skłoniwszy mu się do nóg, przemawia:

Co nas dziś zaszło — o piątej godzinie: Oto znaleźliśmy wilczka — w Giewartowskiej krzewinie. Był on nie bardzo stary, — lecz przytem był zuchwały. Założyliśmy na niego — to lewe skrzydło, chcieliśmy mu dać — dobre mydło. Lecz się za nim wstawiła — pewna dziewczynka która nam oznajmiła — o tej nowinie. My też czemprędzej — skoczyli do towarzystwa, żeśmy go przyjęli — i robić kazali. Gdy on siecze, — i siecze i goli, obejrzy się w tył: — zboże za nim stoji (nie zsieczone). Ale my mu to — przebaczamy, do towarzystwa — go przyjmujemy, bo nam się zdaje — że nam się poprawi. Sprowadziliśmy grajka — ze skrzypkami, wykrzyknęliśmy — wdzięcznemi głosami.

Teraz następuje śpiew:

Tam pod borem, — tam pod lasem

wilczysko wywija,

radoby się — ożeniło,

pieniążysków nima.

I uszyska (uszy) — pod kolana,

ma straszna bestyja,

a-u, a-u — a-u, a-u,

toć straszna bestyja.

Dalej kończy mówca:

Teraz żeśmy mu — wykrzyknęli: hura! aż na nim zadrżała — ta wilcza skóra. A obleczym go — w czystą koszulę.

Oko całe — a tu jest pół, będzie bity — jednak wesół —

albo siak — albo tak.

Potem poczęstowani są przez kogoś z domowników gorzałką, a młody wilk odbiera od dziedzica rubla, talara lub dwa, wedle świadectw co do zachowania się parobka przy pracy do jakiej był on użyty przez cały czas swego pobytu.

Podziękowawszy panu oddalają się i idą na wieś, a muzyka gra im tam aż do rana. Grajka opłaca młody wilczek, który nadto ponosi koszta dostarczonej gorzałki dla chłopów, a wina dla dziewcząt.

Gdy zajdą do domu lub karczmy, wilczkowi pod żadnym warunkiem iść do tańca nie wolno, dopóki go starszy nie ogoli. A golenie takie wielce jest oryginalnem. Parodjując je bowiem, całą twarz pomurzy on mu najprzód węglem lub sadzą (nibyto mydłem), potem bierze muszczkę od ostrzenia kosy, tę ostrzy niby na cholewie, kładzie na twarz pacyentowi, i pociąga nią w sposób jakoby gobrzytwą golił, a biedak wytrzymać to musi spokojnie. Po takiej dlań desperacyi, I gdy się czysto omyje, następuje inna, sroższa jeszcze dlań próba. Kładą go na brzychu na ławę, po której bokach stanie dwóch towarzyszy z muszczkami w ręku, i ci zabierają się do smagania i bicia go czas pewien bez litości, a która to smaganina ma dopiero stanowić akt jego wyzwolenia, kończący się obleczeniem go w nową, daną mu od towarzystwa koszulę. Na szczęście dlań, jest w zwyczaju dochowywanym tu dość ściśle, że gdy którakolwiek z dziewcząt (a znajdzie się prawie zawsze do tego pochopna) rzuci na leżącego jeszcze na ławie swą chusteczkę białą i czystą, na znak wykupna, to ta uwalnia go natychmiast od tej kaźni. Więc każą mu wtedy powstać, a on, wdzięczny za tę przysługę, oddaje swej wyswobodzicielce ową chustkę z podziękowaniem i obowiązkiem osobliwego jej począstowania.

Po tych próbach, wszyscy chłopi biorą go ze sobą i sadzają za stół. Wtedy przodownik czy też starszy narysuje kredą na stole: pług, bronę, widły, radło i t.p. słowem wszystkie narzędzia i ich części składowe używane do pracy rolnej i gospodarczej, i wskazując na nie, pytają się wyzwolonego jak się każda z nich zowie i na jaki jest ono przykład? (na co ono służy). A chociaż zapytany odgadnie je, i trafnie na wszystko im odpowie, nie poprzestają na tem bynajmniej, zwłaszcza starzy chłopi; przekręcając umyślnie wszystko, inaczej te rzeczy nazywają (nader komiczne nieraz wytwarzając podobieństwa i denominacje), zkąd śmiechu i zabawy nie mało powstaje w towarzystwie.

Po odbyciu tego examenu, nowa i ostatnia następuje scena. Jeden lub dwóch towarzyszy, wchodzi lub włazi na dach domostwa tego, i stanąwszy obok komina domu, ztamtąd ogłasza światu czyli wywołuje: jako temu a temu (nazwisko wyzwolonego) wolno iść na równi z drugimi, i wolno z obraną dziewczyną stanąć do tańca, mówić, przypijać a nawet i żenić się.

Oskar Kolberg (1814 - 1890)

Źródło: Lud XXIII - Kaliskie (1890).


Kołaczkowo (pow. Wrzesiński, 1868). Wilk siecze kosą przez całe żniwa. Dopiero przed skończeniem żniw, w Sobotę, ubierają go we wieniec t. j. wsadzają na głowę koronę ze zboża i polnych kwiatów, i jeden z towarzyszy prowadzi trzymając go na powrozie lub powróśle. Wilk po drodze wyskakuje, wydziera się i wykrzykuje: hu, ha! (naśladując głos wilka). Czyni to za nim i cała gromada, brząkając przytem w kosu do taktu, przy odgłosie skrzypiec i basów. Kosy są również umajone wieńcami, i zowią się wówczas graty. Cała gromada przychodzi wesoło przede dwór, i gdy państwo do nich wyjdą, człowiek prowadzący wilka (zwykle włódarz) przedstawia im go, jako uzdolnionego już robotnika. Otrzymują podarunki, a nadto wódkę i jadło; poczem następuje przede dworem zabawa i tańce, trwające parę godzin. Wilk tańczy zawsze na powrozie, którego włódarz puścić niechce, a ztąd wciąż za nim latać (biedz) jest zmuszony. Śpiewają:

A pod borem, a pod lasem — wilczysko wywija, nie puszczajcie, a trzymajcie — tę leśną bestyją!

hu, ha! — hu, ha!

Idą potem na folwark, i tam, wśród różnych krotochwil, bawią się jeszcze do samego rana.

Oskar Kolberg (1814 - 1890)

Źródło: Lud X - Wielkie Księstwo Poznańskie (1876).


W Krakowskiem Wyżynki są prawdziwie uroczystem świętem rolniczem; wielkie do nich przygotowania i we dworze i na wsi, wielki ruch wszędzie widać. Wianek i osoba nieść go mająca zatrudniają wszystkich. Wybranej, zwykle najprzystojniejszej i wkrótce mającej iść za mąż, młodzież dostarcza pszenicy zielonkawej nieco, przez jakiś przesąd, w ościennej wiosce schwyconej (skradzionej). Plotą go, do swej królowej przyszłej zbiegłszy się z całej wsi młode dziewczęta, i między kępy kłosów, coraz to kity orzechów laskowych, to włoskich słomą objętych, to kwiaty i po uschnięciu jeszcze nadobne; zioła pachnące, to jabłuszko rumiane, to błyszczące nawet trzęsidełka i ponsowe tasiemeczki wplatają, i kształt mu nie samego tylko wieńca, lecz prawdziwej korony nadają, o 4, 6 lub 8 przeplotach w górę kształtnie wzniesionych, z sobą złączonych, i do mniejszego u szczytu wianeczka dobrze przymocowanych. Widzieli zapewne królów swych koronę w publicznym obrzędzie i tę naśladują w swej prostocie. Pospolicie to się dopełnia w wiliją N. Panny Wniebowzięcia czyli Matki Boskiej zielnej. Nazajutrz w towarzystwie wsi całej, wdziawszy na głowę wieniec, uginając się niemal pod jego ciężarem, idzie ona z nim przy odgłosie muzyki do kościoła i składa przy ołtarzu; tam poświęcony bywa. Gdy skończone już nabożeństwo, w tejże koronie wychodzi, znowu ten sam orszak ją otacza i muzyka przygrywa; tak idą na obszar kapusty dworskiej, w niej składają wieniec i świętość jego zapobiegać ma zniszczeniu jej przez gąsienice. Tam ukryty przez dnia resztę i noc całą pozostaje, a chłopcy strzegą, aby przez kogo złośliwego nie był pochwycony i by go nie psuło ptastwo. Nazajutrz jak najraniej idą po wianek z podobnymże obrzędem i odnoszą go do sołtysa czyli wójta, przykryty na osobnym stole zostawują, aż do czasu kiedy ma być użyty. Gdy ze dworu znać dano, wtedy z wielką uroczystością zebrana gromada towarzyszy swej dziewicy, błogi wianek niosącej na głowie, na wierzchu którego, już teraz, oswojony i lekko przywiązany kogut okazały, skrzydłami trzepocze lub ziarno spokojnie zajada. Śpiewają idąc, śpiewają wchodząc do dworu, wesoło muzyka przygrywa; przed domem oczekują gospodarstwo postrojeni i rodzina ich cała; po uczynionej przez starszego wsi tkliwej przemowie, gospodyni wieniec zdjęty z głowy w fartuszek przyjmuje i odnoszą go zaraz do stodoły. Następują czułe wzajemne uściskania, podzięki panom, rozdanie małych upominków tej, co wieniec przyniosła, otaczającym ją dziewczetom, mówcy i kilku zręczniejszym parobkom, pochwały ich dobroci ze strony ludu, i najczulsze życzenia dla nich, dla dziatek, dla przyszłych wnuków; dalej częstowanie trunkiem wszystkich, uczta przy suto zastawionych stołach i tany do których i gospodarstwo łączą się równie: pan z dziewicą wieńcową i kilku innemi, pani i córki z najstarszymi i najlepszymi gospodarzami. Wszyscy obecni dzielą powszechną wesołość, wezwani przez kogo do skoków, nie zasmucają, ani obrażać śmieją odmówieniem.

Oskar Kolberg (1814 - 1890)

Źródło: Lud XVIII - Kieleckie (1885).

W tekście jest mowa o zielonej pszenicy, a 15 sierpnia ciężko taką znaleźć. Myślę że ten wieniec-korona ze zboża był pierwotnie wykonywany na początku żniw.