Nasza chata - Maria Konopnicka - Popiół z Lachów


Nasza chata.

A kiedy patrzę na dach słomiany, Jak w przedwieczornej łunie się pali, Na te omszałe, żywiczne ściany Pod jarzębiną, pełną korali; Kiedy nad dachem bocian klekota, A bór gdzieś szumi, a łąka rosi; Gdy z starej lipy pszczółeczka złota, Jak za Piastowych czasów, miód nosi; Kiedy pod dębem siądą ojcowie. Jak wiec prastary, niebem nakryty; Gdy dźwięk zamarły ozwie się w słowie, Gdy się zabielą siermiężne świty, Kiedy przy smolnym trzasku łuczywa Winie się nitka długa, ciągniona Z lnów naszych białych, het, ot, jak żywa, Na czarodziejskie baśni wrzeciona — Wtedy mi duszę rzewność oblata, Czegoś mi tęskno i czegoś miło... I mówię sobie: oto jest chata, Z której nam wyszło wszystko, co było! . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . A kiedy patrzę na dach słomiany, Jak w jutrzenkowe płoni się zorze, I widzę z bierwion dębowych ściany, Którym czerw serca wygryźć nie może; Gdy siewacz rzuca wiosenne ziarno, Kiedy się runią ugór odziewa, Gdy lemiesz skibę odwala czarną, A oracz idzie i piosnkę śpiewa; Gdy się skowronek w polu rozdzwoni, Gdy na kurhanach zakwitną zioła. Kiedy szum cichy idzie po błoni, A dzwon wioskowy na pacierz woła; Gdy dziad bez nogi dziwy powiada, A dziatwa patrzy, a młodzież słucha, Czy konie zarżą, czy wiatr zagada, Czy pies zawietrzy bliskiego ducha; Kiedy na pole, pod ranne rosy, Kosiarze wyjdą a brzękną w kosy I kiedy razem całą gromadą Z wielkim rozmachem łan zboża kładą — Wtedy nadzieja w pierś mi kołata, Dumka się rzewnie snuje a przędzie, I mówię sobie: oto jest chata, Z której nam wyjdzie wszystko, co będzie!

Maria Konopnicka