Braciom pieśniarzom - Maria Konopnicka - Popiół z Lachów


Braciom pieśniarzom.

I

Pieśni swej gniazdo ptaszęce zlep Pod niskiej strzechy belką, A zaś ją wypuść w niebieski sklep Nieogarnioną, wielką!

I daj jej płynąć, jak płynie zdrój Błękitną ciszą w zorzę, A zaś jej pęd daj, puść w huk i w bój Wód grzmiących, co rwą w morze!

I daj swej pieśni poszept ros, Gdy z polnych ziół oblata, A zaś tak wielkim uczyń jej głos, Jak wielkim jest ból świata!

 

II

Złotą swą pszczołę wypuścił Pan W zaranie świata... Z kwiatu na kwiat, z łanu na łan Odtąd przelata.

I pije rozkosz, i pije ból, I trwa jej praca, Aż nasycony z oblotu pól Duch się powraca.

I w złotych kroplach wysącza miód Na pokolenia... I pije słodycz wieczystą lud W pieśni natchnienia.

A gdy ostatnią wysączy duch Kropelkę miodu, Zapuszcza żądło — na ból, na ruch W piersi narodu.

 

III

Błogosław, bracie, piosnce twej, Gdy złotą czarą w słońcu skrzy, I wtedy jej błogosław też, Gdy z czarnych krużów sypie łzy.

Błogosław, gdy ma ptasząt głos, Wiosennych ranków woń i blask, I wtedy — gdy w niej huczy grom I porażonych dębów trzask.

Błogosław, kiedy, kojąc świat, Na srebrnych strunach ciszy gra, I kiedy woła w krzyk i w bój, Gdy w prochy ducha pada skra.

Gdy pcha cię w czyn, gdy budzi cię Hejnałem zorzy z marnych snów... I gdy cię tuli w wieczny mir, «Błogosławiona!» do niej mów!

 

IV

A jak śpiewać, to już śpiewać, Jak ptaszkowie leśni, Ani wiedząc, ani dbając, Czy kto słucha pieśni.

Nigdy ona nie stracona... Pochwycą ją drzewa, W wiosny szumie, jako umie, Bór ci ją odśpiewa.

A gdy śpiewać, to już śpiewać Od serca, od ucha! Piosnka wrąca, krew gorącą Żywym zdrojem bucha.

Pieśń — nie woda, mocy doda, Jak Piastowe miody... Tyle życia, co serc bicia, Co w pieśni pogody!

A gdy śpiewać, to już śpiewać Jako duszy wola, Na te łany, na ugory, Na te puste pola...

Toć jak chleba im potrzeba Plennej pieśni siewu... I o wiośnie nic nie wzrośnie Bez pługa i śpiewu!

A jak śpiewać, to już śpiewać Po tej rannej rosie... Leć świtaniem, z zorzy graniem, Pieśni żywy głosie!

Z białą rosą echa niosą Szeroko, daleko... Niech cię słyszą ranną ciszą Za górą, za rzeką!

A gdy śpiewać, to już śpiewać, Choć się rozstąp, ziemio! Chociaż burze pieśń zagłuszą, Choć gromy oniemią,

Przejdzie burza za podgórza, Ugasną pioruny; Ścichnie klęska, a pieśń męska Znów uderzy w struny.

A jak śpiewać, to już śpiewać Pod wielkim błękitem Kupą, chórem, z wichrów wtórem I z czołem odkrytem...

Na ogromnym, żniwnym łanie W żywe wniebogłosy, Kiedy żeńce chwycą w ręce I sierpy, i kosy.

A jak śpiewać, to już śpiewać Od nieba do ziemi, W prostej wierze, bratnio, szczerze, A między swojemi!

Dan, czy nie dan poklask pieśni, A co mi to płaci? Nie ja stroję gęśle moje, Ale miłość braci!

Maria Konopnicka